Bardzo mnie cieszy dziś
brak planów na weekend.
I nie zamierzam tego zmieniać.
Obejrzę zaległe filmy, poczytam gazety, które nagromadziłam w tym tygodniu.
Totalne lenistwo mi się marzy przed intensywnym lutym.
Intensywnym w emocje i wrażenia.
Jeszcze chwile i luty. Drugi po sierpniu mój ulubiony miesiąc.
Luty to moje urodziny, luty to nasza rocznica, w tym roku luty to także pół roku po ślubie.
Luty. Mroźny.
Ale przecież ja lubię wtulać swój zawsze zimny nos w puch kurtki albo w Ciebie.
Luty to żółte tulipany i fioletowe hiacynty, luty to niespodzianki, luty to romantyczne kolacje.
Mam ochotę na Luty.
Najkrótszy ale najintensywniejszy miesiąc w roku.
Rozpieszczam podniebienie nowym herbacianym nabytkiem
tym razem kupiłam dwie zielone : truskawka-mango & śnieżynka.
Uwielbiam tą herbaciarnię. To miejsce.
Magiczne, spokojne. Tajemnicze.
Rozbudzam tam swoje zmysły.
Jestem totalnie natchniona i muszę ten stan wykorzystać.
Same przyjemności od rana
dobre wieści
dobre nastawienie
Ale... jako, że jestem życiową sceptyczką
boję się, że coś może jednak zburzyć ten stan sielanki.
Moje napięcie od kilku ostatnich dni sięgało zenitu
aż dziś wreszcie obudziłam się z potwornym bólem podbrzusza
szczęśliwa czy nieszczęśliwa? Sama nie wiem.
Piątkowy spokój w biurze. Setki kartek, notatek, otwartych plików
muzyka w tle. Spokój.
Lubię swoją pracę kiedy mam w niej czas także dla siebie samej.
Na oddech.
A w głowie plany na weekend.
Roczek Stasia.
Porządki w mieszkaniu.
Niedziela u babci.
Kupiliśmy wczoraj parowar Tefala
na który chorowałam już od jakiegoś czasu.
Od jutra zaczynam eksperymenty.
Powoli
bardzo powoli
dochodzę do siebie.
Jeszcze czuję mdłości
jeszcze czuję zmęczenie.
Zaszalałam...zaszaleliśmy.
Nie pamiętam kiedy skończyłam imprezę o szóstej rano wracając zaspami śniegu do domu...
Było jak dawniej...
Było dużo alkoholu było...
I byłoby wspaniale gdyby nie małe...
wyrzuty sumienia.
Miałam przecież zmienić swój styl życia
ale chyba nie potrafię?
Trudno mi przyjąć jakiś jednoznaczny tor życia.
Wcielić się w jakąś rolę.
I dobrze się w niej poczuć i wytrwać w niej.
Weekend wisi w powietrzu.
Weekendowe pragnienia, namiętności, pasje...
od razu więcej mi się chce.
W głowie układam już plan...
co ugotować, co zrobić, z kim się spotkać.
Jestem uzależniona od weekendowych przyjemności.
Tak jakbym nie mogła zwyczajnie, normalnie odpocząć.
Wieczór zapowiada się filmowo
najpierw kino 'w ciemności'
potem nowy sezon ulubionych 'Chirurgów'
potrzebuję ostatnio zgubić się
pomiędzy filmem- książką- muzyką i czasem Tobą/w Tobie.
Ostatnio dzieje się tyle dziwnych rzeczy do okoła
że zaczynam tracić sens tego wszystkiego
dlatego proszę Cię
uświadamiaj mi częściej
że miłość, że związki, że małżeństwo
ma sens.
Krzątam się od rana po moim kuchennym raju.
Rezultatem są Muffiny z białą czekoladą & żurawiną i Muffiny jabłkowo-cynamonowe.
Spokojny, deszczowy - zdawałoby się październikowo-listopadowy dzień.
I chociaż poszłam spać nad ranem a wstałam po jedenastej mam dziś takie natchnienie
i pasję.
W za dużej na mnie białej koszuli
poruszam się w rytm...
piosenki, która tyle dla mnie kiedyś znaczyła
i która porusza we mnie szczególne miejsca.
Dzisiejsza prespektywa nieco dłuższego weekendu
spotkanie we włoskiej knajpce po pracy z długo nie widzianymi koleżankami
podnoszą mnie dziś na duchu.
Kawowa bluzka, czarne rurki, wysokie kozaki i włosy zwiażane wysoko w kucyk.
Oko mocno podkreślone czarną kredką.
Dzisiejsza Ja.
Dziwnie się zaczął ten rok....
Od senności przeogromnej
od migreny
od Twojego rzucania palenia
od pustej lodówki
od bałaganu w mieszkaniu
od potykania się o walizki, których nikt nie ma siły rozpakować
i od ujemnego wyniku testu.